Posłuchaj rozmowy Tomasza Skorego:

Posłuchaj

Prof. Gruszczyński: „Jasnopis” nie jest mózgiem elektronowym, ale w naszym narzędziu jest potencjał
 
„Jasnopis” to aplikacja internetowa. Mam tekst, który chcę ocenić, wklejamy go, naciskamy analizuj i dostajemy odpowiedź, czy to jest poziom trudności 3, czy np. 7” – mówi gość programu „Danie do Myślenia” w RMF Classic językoznawca z Uniwersytetu SWPS prof. Włodzimierz Gruszczyński, współtwórca aplikacji. „To nie jest mózg elektronowy, ale wydaje się, że jest potencjał w naszym narzędziu. Kwestia tego, żeby chcieć z niego korzystać” – komentuje gość RMF Classic. Dodaje, że twórcy już zwrócili się do biura legislacyjnego rządu. „Są zainteresowani współpracą. Banki również się odezwały” – mówi prof. Gruszczyński. „Język jest bardzo giętki i można tę samą treść na nieskończoną liczbę sposobów wyrazić” – uważa językoznawca.

fot.Michał Dukaczewski

Tomasz Skory: Generalnie, kiedy mówimy, chodzi nam wszystkim o to, żeby „język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”, jak to opisał Słowacki. Pan kieruje zespołem, który opracował aplikację „Jasnopis”, która, mówiąc ogólnie, potrafi zmierzyć zrozumiałość tekstu. Z tego wynika wniosek, że nasze głowy myślą za dużo? Język jest zbyt giętki, skoro zrozumiałość tekstu jest dyskusyjna, że trzeba ją mierzyć?

Prof. Włodzimierz Gruszczyński: Oczywiście, że język jest bardzo giętki i można tę samą treść na nieskończoną liczbę sposobów wyrazić. O tym warto wiedzieć, tego się uczymy w szkole. Nauczyciele poloniści nam mówią „dlaczego ciągle te same słowa”, „przecież są synonimy”, można skrócić zdania, wydłużyć zdania. Od tego wszystkiego, tych naszych działań stylistycznych, składniowych, gramatycznych, doboru słownictwa, zależy to, czy tekst, który ostatecznie powstanie pisany, czy mówiony, choć mówiony nie tak świadomie powstaje - zależy to, czy ten język będzie trudniejszy, czy łatwiejszy. Chyba wszyscy mamy takie doświadczenia życiowe, że można na podobny, czy wręcz ten sam temat przeczytać tekst, który zrozumiemy bez trudu, dowiemy się na przykład dlaczego, jak bakterie zaatakują nasze gardło, to powstaje jakaś tam choroba i można na ten sam temat zajrzeć do podręcznika medycyny, z którego przeciętny człowiek, nie będący lekarzem, pielęgniarką, nie zrozumie prawie nic.

I pan skrzyknął informatyków, statystyków, językoznawców, kieruje pan zespołem, który stworzył „Jasnopis”. Jak działa „Jasnopis”?

„Jasnopis” nie jest oczywiście mózgiem elektronowym, jak to się mówiło w czasach mojego dzieciństwa. To jest program, aplikacja internetowa, można z niego skorzystać: jasnopis.pl prosty do zapamiętania adres. I z punktu widzenia użytkownika, najprostsza funkcja, mam tekst, którego trudność chcę ocenić, ten tekst może być w internecie, na moim komputerze, ten tekst mogę dopiero tworzyć…

Wklejamy go…

Wklejamy, albo wpisujemy

I naciskamy analizuj

Chwilę poczekamy i dostajemy odpowiedź, czy to jest poziom trudności 3, 5, 7. Bo skala jest od 1 do 7.

3 to jest poziom gimnazjum, 5 to studia licencjackie, 7 to doktorat lub specjalizacja w dziedzinie, której dotyczy tekst. Ja się posiłkuję teraz ściągawką.

Oczywiście to są bardzo umowne etykietki. My cały czas pracujemy nad tym, żeby te etykietki były bardziej przemawiające do wyobraźni. Bo to, że ktoś skończył gimnazjum lub nie skończył, to jest bardzo instytucjonalne określenie. Ktoś może mieć duże doświadczenie życiowe i w cale nie kończyć nawet gimnazjum a rozumieć całkiem dużo.

W drodze do uzyskania zrozumiałości tekstu „Jasnopis” podpowiada też, co należy zrobić. Na przykład mówi „ten akapit jest za długi”, „to słowo zamień na jakieś”.

Wskazuje pewne rzeczy. Wskazuje to, co my nazywamy umownie trudnymi wyrazami. Czasami to są z punktu widzenia użytkownika zaskakujące wskazania, ale dlatego, że to jest automat. To jest właśnie statystyka. Na pewno przy ostatecznej, mówiąc nieładnie obróbce tekstu, po wskazaniach „Jasnopisu”, potrzebny jest człowiek.

Świadomy, rozsądny człowiek.

Który działa z dobrą wolą i nie rozśmiesza go to, że „dlaczego Jasnopis podkreślił ten wyraz?” Podkreślił dlatego, że tak mu kazała statystyka, a ten wyraz wcale nie jest trudny. I tak można powiedzieć, że nasz „Jasnopis” traktuje jako wyrazy trudne te, które w rzeczywistości, w olbrzymiej większości są trudne. Inne systemy, podobne, czy dla języka polskiego wcześniejsze, czy dla języka angielskiego nawet, wskazują  wyrazy czysto mechanicznie: trzysylabowe, czterosylabowe - koniec, kropka, jest trudny...     

Panie profesorze, dla kogo jest „Jasnopis”, bo ja podejrzewam, że powinny z niego korzystać urzędy skarbowe, banki, prawnicy, kancelarie prawne, posłowie... Dobrze się domyślam?

Tak, jesteśmy już na przykład po rozmowach w Kancelarii Sejmu, która wyraziła zainteresowanie. Ale wspólnie doszliśmy do wniosku, że biuro legislacyjne rządu, czyli oczko wcześniej w tym powstawaniu dokumentów jest lepszym miejscem. W biurze  legislacyjnym też już mieliśmy odczyt na temat „Jasnopisu”, pokazywaliśmy urzędnikom. Dyrektor Deminet jest bardzo zainteresowany współpracą z nami. Banki również się odezwały. Więc odzew jest. Wydaje się, że jest potencjał w naszym narzędziu. Kwestia tego, żeby chcieć z tego korzystać. Wersja rozwoju wypadków, o której marzymy, jest taka, że powstaje  decyzja w jakimś urzędzie centralnym „nasi urzędnicy mają obowiązek korzystania z Jasnopisu” lub narzędzia podobnego, bo oczywiście nie mamy monopolu i nie chcemy mieć. Ale żeby tak było, jak jest w Stanach Zjednoczonych.

Rozjaśniania mroków tego języka administracyjnego, prawnego, który nas wszystkich dręczy. A propos tego języka. Kilka dni temu gościem „Dania do myślenia” była pani profesor Monika Płatek z Kongresu Kobiet, która kazała się tytułować profesorą, kandydatką na senatorę i ministrą w Gabinecie Cieni. Kiedy oponowałem leciutko, to mówiła „niechże językoznawcy rozsądzą, czy to poprawnie czy nie”. Pan jest językoznawcą...

Językoznawcy niejednokrotnie już na ten temat się wypowiadali. Oczywiście, jak to z językoznawcami, humanistami bywa - różni językoznawcy, różnie to oceniają. Nie ma wątpliwości, to są formy potencjalne, one mogą wejść do użycia, jeżeli my Polacy, użytkownicy będziemy  tego potrzebowali i chcieli. To nie jest decyzja administracyjna. Język to nie jest coś, czym można zarządzać administracyjnie, nie można nakazać „od dzisiaj będzie ta ministra, ta premiera”... To znaczy „ta premiera” jest, ale w teatrze na razie...

Ale może należałoby, bo stykamy się w życiu codziennym ze zjawiskami, rzeczami, które nie mają swojej nazwy oficjalnej i poprzestajemy na takich... czasami zapożyczenia z języka angielskiego, czasami takimi byle jakimi określeniami się kontentujemy empetrucha, player, tablet... mamy takie zjawiska, nikt ich nie nazwał. Może Rada Języka Polskiego mogłaby nazwać gradełko - na przykład mp3, a tablet mógłby się nazywać dotykomputer.

Rada Języka Polskiego mogłaby coś takie zrobić. Pewnie byłoby dużo śmiechu i potem nikt nie używałby tych wyrazów, albo prawie nikt. Takie pomysły na konkursy bywają, bywały dawniej. Ja pamiętam, jak nieistniejący już „Expres Wieczorny” ogłosił konkurs na to, jak nazywać czynność polegającą na przemieszczaniu się w przestrzeni kosmicznej bez rakiety, to był okres pierwszych „wyjść na zewnątrz”. I powstało słowo orbitować. Dzisiaj słowo orbitować może jeszcze gdzieś tam funkcjonuje, ale raczej w innym znaczeniu.

Język jest zjawiskiem żywym i nie mamy na niego wpływu administracyjnego, ale mamy wpływ na zrozumiałość tekstu. Jasnopis.pl przypominam dla zainteresowanych zrozumiałością tekstu.